No to 500+ potrzebne czy nie?

Jedni mówią, że to ulży rodzinom. Inni – że to rozdawnictwo. A jeszcze inni, że to gra o honor partii. Ja uważam, że te 500 zł to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Dlaczego tak myślę? Już wyjaśniam!

Dopłata do dziecka – bo nie ma co owijać w bawełnę, to jest właśnie dopłata! – to kwota 500 zł, którą Państwo będzie wypłacało każdemu drugiemu i kolejnemu dziecku w małżeństwie. Z pozoru fajnie – 500 zł w portfelu znacznie lepiej wygląda, niż wyborcza obietnica. Ale…

No właśnie. Te ale jest kluczowe. Ale dlaczego mielibyśmy dawać rodzinom 500 zł, które wcześniej wyciągnęliśmy im z kieszeni? Przecież rząd nie ma swoich pieniędzy? Przecież każdy zrzuca się na nie z własnych podatków. Dlaczego więc dawać 500 zł, jak po prostu można im tych 500 zł (a nawet więcej) nie zabierać?

Jestem przekonany, że te 500 zł to prawdziwa wyborcza kiełbasa. W dodatku zepsuta, bo kolejny rząd (a na pewno takie będą – wszak Kaczyński ma już swój wiek) będzie miał problem z płatnością tych 500 zł.

Co więcej uważam, że dopłata do dziecka jest niekonstytucyjna. Dlaczego? Konstytucja zakłada równość każdego obywatela. A tutaj jawnie mówi się, że dopłatę otrzymają rodziny (!) na drugie i kolejne dziecko. Co wiec rodzinami, które nie mają dzieci (bo ich nie mogą mieć)? Co z ludźmi, którzy żyją w konkubinacie? Co wreszcie z osobami homoseksualnymi?

Lepiej jest nie odbierać 500 zł od obywateli Państwa w postaci podatku VAT, podatku dochodowego i innych danin. Szkoda tylko, że nie ma nikogo w PiS-ie kto myślałby o tym programie w taki sposób.

A to ciekawe – własny blog sposobem na niższy podatek

Tego się nie spodziewałem, ale skarbówka jednoznacznie uznała, że jeśli prowadzimy bloga lifestylowego, to możemy rozliczyć jako koszt uzyskania przychodu wydatki na podróże, kino, teatr czy restaurację. W jakie sposób?

Oto prosty przykład z życia. Abym mógł zrecenzować Wam film musiałem pójść do kina. Gdybym o tym wiedział wcześniej – za bilet zażądałbym faktury, którą następnie bym zaksięgował jako wydatek poniesiony w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. Gdybym pisał o modzie – mógłbym w ten sposób rozliczyć wydatki na ubrania, gdy o podróżach –  koszty swoich wycieczek.

Podobnie jest z tematyką sportową (bilety na mecze etc), jedzeniem (blog kulinarny), kosmetyki (uroda)… i okazuje się, że skarbówka na wszystko się zgadza.

Blogerzy zarabiają na zamieszczanych na ich stronach reklamach. Im ciekawsze mają materiały, tym więcej czytelników i większe szanse na pozyskanie sponsorów. Wydatki na opisywane zdarzenia są poniesione w celu osiągnięcia przychodu, wszystko odbywa się więc zgodnie z przepisami

Grzegorz Gębka, doradca podatkowy

Zdaniem ekspertów blog wcale nie musi być podstawowym źródłem zarobku. Wówczas blog promuje właściciela i firmę, a to już jest reklama, czyli koszt uzyskania przychodu. Ważne jest to, że – zgodnie z filozofią działalności gospodarczej: aby zarobić, trzeba inwestować – można ponosić koszty nawet wówczas, gdy bloger nie ma jeszcze przychodów. Byleby swoim działaniem działał w celu ich uzyskania – reasumując – pisać, by zarobić.


PODSTAWA PRAWNA:
Wydatki związane z prowadzeniem bloga, w tym z napisaniem publikowanych na nim artykułów, stanowią koszt uzyskania przychodu (interpretacja Izby Skarbowej w Warszawie nr IPPB1/4511-1035/15-2/AM).

Szydło zmasakrowała Parlament Europejski

Brakuje mi tych nagłówków z serwisu wPolityce peel, czy innych smatławców rodem z „do żeczy”. Tam wszyscy wszystkich masakrują, rozwalają i bóg wie co jeszcze robią w ramach tortur.

Ale cóż – taki mamy rząd, i takie zmanipulowane media, że od chwili, gdy Kurski przejął władzę nad trawnikiem przy Woronicza, nie mam odwagi oglądać TVP i całej reszty. Jeszcze mogę oglądać filmy na kanałach publicznej TV, ale absolutnie żaden serwis informacyjny sygnowany przez #dobrązmianę nie jest prawdziwy.

Czytając tylko nagłówki (nie jestem aż tak zdesperowany, by czytać całość) – tekstów z wPolityce.pl, niezależna.pl i cała reszta dochodzę do wniosku, że tak zmanipulowanego, zasmarkanego, zasranego i bezmyślnego dziennikarstwa nie mieliśmy od dawna. Ostatnio mieliśmy je w 1989 roku…

Edit 20.01.2016 – 8:06

wPolityce opublikowało tekst, w którym mówi o miażdżeniu. Zakres słów prawicowego portalu jest baardzo wąski. Tam się tylko masakruje, miażdży, powala… Co teraz wymyślą?

I have a dream…

Miałem taki sen, że żyłem w kraju w którym nie widziałem Kaczyńskiego, Kurskiego, Macierewicza, Pawłowiczowej i całej bandy z Sejmu i Nowogrodzkiej. Śniło mi się, że Kaczyński nie żyje (a nie, to mi się nie przyśniło). Nie było Kurskiego (był w Brukseli), nie było Pawłowiczowej – akurat miała wykład na jakiejś uczelni, Macierewicza – akurat był w Toruniu… Continue reading I have a dream…