BANCERZ.pl

Adam i Ewa w kosmosie

Od wielu lat filmy dzielę na te do obejrzenia i te, do których nigdy już nie wrócę. Te do obejrzenia dzielę jeszcze na fajne i low-costowe. Oczywiście fajne można obejrzeć kilka razy, low-costowe – tylko raz – czasem dwa.

Pasażerowie (Passengers z 2016 w reż. Mortena Tylduma) zaliczam do fajnych, aczkolwiek w klasyfikacji ilości przyszłych obejrzeń zakwalifikuję do low-cost. Dlaczego tak kiepsko? Bo film fajny, ale nie zachwyciła mnie fabuła. Świetne efekty, dobrze dobrani i niewysłużeni aktorzy, ciekawy pomysł na scenariusz, ale brakuje w nim… ludzi. To paradoksalne, ale na statku kosmicznym leci kilkaset czy kilka tysięcy osób, to na ekranie widzimy trzech aktorów – z czego jeden umiera. Epilogowa scena zawiera więcej osób – 10 (może 15) członków załogi wybudzonych przez statek tuż przed przybyciem na docelową planetę.

Gdzieś przeczytałem, że ten film to Adam i Ewa w kosmosie. Tak, to prawda, ale jedyny grzech jaki popełniono – choć trudno nazwać to grzechem – to celowe przerwanie snu Ewy przez Adama. Ja jedyny związek z biblijnymi bohaterami widać tylko w finałowej scenie raju stworzonego przez głównych bohaterów, którzy zamiast – oczekiwaniom beneficjentów „pięć stów plus” – na upiększanie statku kosmicznego, a nie na robieniu wszystkiego co potrzebne do przetrwania gatunku.

Tak czy owak – film warto obejrzeć więcej niż jeden raz. Ile – dokładnie – odpowiecie sobie po zobaczeniu filmu po pierwszym razie :)

Więcej o filmie znajdziecie na Filmweb-ie.

Shares