BANCERZ.pl

Pomysł z klasami call center dobry, ale spóźniony o prawie 20 lat

Każdy artykuł, każda wzmianka o naszej branży i pomyśle uruchomienia usystematyzowanego i zorganizowanego szkolnictwa zawodowego odbija się szerokim echem nie tylko w mediach, ale szczególnie w mediach społecznościowych. Każda taka wzmianka w mediach ogólnych lub lokalnych wywołuje falę hejtu. A wystarczyło o tym pomyśleć 15 – 20 lat temu. Dzisiaj nie mielibyśmy z tym kłopotu.

Ale – jak to się mówi – mądry Polak po szkodzie. Zdałem ostatnio znajomym, byłym pracownikom call center pytanie, co dała im praca na słuchawce. Prawie wszyscy stwierdzili, że dzięki niej otworzyli się na innych, nabrali większej odwagi i dystansu do otoczenia. Nauczyli się negocjować, sprzedawać, myśleć kreatywnie i otwarcie wyrażać swoje poglądy.

Prawie każdy z nich potwierdził też, że doświadczenie, które wynieśli z call center bardzo im pomogło w dalszej karierze w innych branżach. Były też takie głosy, że dzięki pracy w call center znacznie łatwiej było dostać lepiej płatną umowę gdzie indziej.

Sam pomysł jest bardzo dobry i będę to podkreślał na każdym kroku, lecz pomysł to jedno – wykonanie drugie.

Sam pomysł jest bardzo dobry i będę to podkreślał na każdym kroku, lecz pomysł to jedno – wykonanie drugie. Według mnie całość jest bardzo opóźniona. Gdybyśmy zaczęli – poza zarabianiem pieniędzy – także od szkolnictwa, mielibyśmy do czynienia z doskonale i wszechstronnie przeszkolonymi telemarketerami. Wiedzieliby oni, że stosowany przez wiele bardzo małych „garażowych” call center sposób „na chama” jest sprzeczny z prawem i etyką. Nie odrobiliśmy niestety jako branża pracy domowej. Postanowiliśmy działać niskim kosztem, bez przemyślenia i minimalnego zaangażowania w temat.

Cieszymy się jako branża, że otrzymamy wykształconych telemarketerów. Że wreszcie ktoś zadba o kształcenie. Ja obawiam się tylko, że po tych czterech latach spędzonych za murami szkoły, młodzi adepci telemarketingu albo nie rozpoczną pracy w jednej z naszych firm, albo przekonają się „na żywo” i natychmiast zrezygnują. Bo przecież sami możemy potwierdzić, że to, czego nauczyliśmy się w liceum czy technikum jest albo nieużywane, albo zgoła inne od praktyki.

Trzymam kciuki, aby się to nam nie przytrafiło. Ale zagwarantować tego nikt nie może.

Artykuł opublikowałem pierwotnie na stronach portalu ccnews.pl.